wrzuć monetę
Blog > Komentarze do wpisu
tuż przed dwunastą

chyba wszyscy co mieli podsumować rok już to zrobili. a ja się ociągam. nie robię tego z prostego powodu ten rok był z gatunku kiepskich. to był po prostu słaby rok. niestety. niestety dotyczy to również muzycznych uniesień. było ich kilka jednak jakoś czuję niedosyt dobrych płyt, nowych odkryć itd. być może mój ogólny stan ducha nie dał mi się cieszyć w pełni tym co było? oczywiście nie spisuję tego roku na straty ponieważ kończy się zaskakująco, zaskakująco dobrze. a w kwestiach muzycznych było kilka fajnych płyt, nawet bardzo, było kilka jak nie kilkadziesiąt przebojów, o tych ciekawszych mogliście przeczytać. zdawkowo, nie za często... niewielka ilość wpisów wyeliminowała możliwość podzielenia się najlepszymi koncertami i to chyba dobry moment, aby to zrobić. oto moje top 3 - w kolejności chronologicznej - trudno wartościować te trzy występy.

pulp - gdynia

padało okropnie co miało taki plus, że udało mi się podejść blisko sceny. to dla nich pojechałam na openera więc miałam głęboko gdzieś lejący jak z cebra deszcz. bawiłam się wyśmienicie szczególnie, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś zobaczę ich razem na żywo. było warto - bez dwóch zdań!

portishead - poznań

bilety kupiłam w pierwszy dzień sprzedaży ponieważ zależało mi na tych lepszych. sam dzień był dość ciężki mimo, że pogoda w poznaniu była zdecydowanie lepsza niż ta kilka dni wcześniej w gdyni. wstałam wcześnie rano, aby wydostać się znad morza i jechałam pks'em kilka godzin aby dojechać na swój koncert marzeń, ostatni z listy więc zupełnie nie było mi w głowie marudzić czy narzekać. na koncert czekałam z jakimś dziwnym podnieceniem i ekscytacją. siedziałam w pełnym słońcu piłam zimną colę i zastanawiałam się czy to dzieje się naprawdę. to zaskakujące uczucie gdy marzenia się spełniają. sam koncert trudno opisać, czułam się jakby w innym wymiarze. niesamowite przeżycie... nie spałam całą noc nie tylko dlatego, że wracałam sama nocnym pociągiem. ;) i prawdę powiedziawszy wracając stwierdziłam, że już chyba nie muszę chodzić na koncerty. wszystko co chciałam widziałam. pełna satysfakcja. 

the streets - warszawa

dwukrotnie odwołali koncerty. byłam rozżalona bo zwyczajnie miałam wielką ochotę ich zobaczyć. w tym wypadku aura była jeszcze inna, było bardzo zimno. na szczęście fakt, że tym razem do domu niedaleko nie powodował dodatkowych komplikacji. zaskoczył mnie skinner, pozytywnie. kontakt z publicznością nieziemski. cały koncert bardzo dobry, nieźle się wybawiłam w ten zimny i nieprzyjemny dzień. warto przy okazji dodać, że skinner udziela się w nowym projekcie

trzy koncerty, trzech jakże różnych zespołów, których raczej nie będzie już okazji zobaczyć ponownie na żywo. tym bardziej warte są odnotowania co oczywiście nie miało wpływu na wybór - to były po prostu fantastyczne i emocjonujące chwile.

piątek, 30 grudnia 2011, birdgehrl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Grzesiek, 217.153.67.*
2011/12/31 12:30:38
To był fajny rok.

Któregoś wieczoru trafiłem na szafę grającą. Poczułem że lubię dziewczynę i jej propozycje muzyczne. Następnego dnia miałem szafę pod ręką. Później przyszły wakacje i birdgehrl zniknęła!!! Jesień... wróciła :-) Nie mam blogów za którymi tęsknię. W Twoim przypadku i szafy jest całkiem inaczej. Lubie, czekam, czytam i słucham.

Miałem być w Poznaniu. Bilet leżał :-( Ale co tam. Co ma wisieć nie utonie.

W nowym roku życzę Ci dobrej muzyki i wielu wpisów. I nie znikaj :-)
-
birdgehrl
2012/01/01 02:04:18
dziękuję i jak zawsze jestem wdzięczna za tak dobrego fana!